Dziś wyciągnęłam z wiklinowego kosza wrzucone dawno kwadraciki. Uwielbiam granny squares! Mogą być romantyczne, nowoczesne, etniczne, a wreszcie babcine. W zależności od kolorów i rodzaju włóczek- co tylko się w głowie wymarzy. Moje powstawały jako zużycie fioletowych motków po śliwkowych mitenkach sprzed wielu miesięcy. Tak mi się pomysł spodobał, że ostatnio dokupiłam kotkowe włóczki.
Jeśli dopisze mi cierpliwość przy zszywaniu, a najmocniej przy, o zgrozo! chowaniu nitek- będzie z tego pled/kocyk. Kocham wielkie i cieplutkie kocyki! Szczególnie w chłodne wieczory. Do tego czasu czeka mnie jeszcze duuużo szydełkowania takich kawałeczków, bo okazało się, że to niezmiernie pracochłonna zabawa. Liczę jednak na to, że efekt będzie tego wart.
******
Tuome- oj, czasem mam chwile zwątpienia przy hafcie, ale nie poddam się, o nie ;)
3 komentarze:
Granny squares i za mną chodzą - są cudne ^^. Marzy mi się kocyk z takich :). I zrobię, a co. Kiedyś :P.
A twoje kwadraciki śliczne ^^ Trzymam kciuki, coby udało się skończyć :)
Ja również marzę o takim kocu, ale - w przeciwieństwie do Ciebie i Tuome - sama sobie nie zrobię....abuuu...
Ja tez myśle o takim ocieplaczu typu komin.. ale nie mam pojecia jak go zrobic a raczej jak sie za niego zabrac, ile naciągnąć oczek np?
Prześlij komentarz