Zamówienia autorskie

Masz własny pomysł?
Podobają Ci się jakieś rękawiczki*, szaliki,
proste czapki?
Napisz do mnie, zrobię je specjalnie dla Ciebie ^^

(*dot. aktualnie- rękawiczki bezpalczatki,
rękawiczki z 1 palcem)

niedziela, 22 stycznia 2012

Nauka cierpliwości

Cierpliwość jest bardzo przydatna. Szczególnie w rękodziele...
Dopadła mnie mania mitenkowa, wreszcie zabrałam się za coś dla siebie. W robocie okazało się, że moje ręce mogą ubiegać się o miano szkieletu. Skąd wnioski? A stąd, że najmniejszy rozmiar ze wzoru, po przymiarce połowy "rękawiczki" są za duże, śmiało o 2 rozmiary. A robiłam na czwórkach! Przez to wszystko "zmarnowałam" wczoraj ze 4 godziny, mitenka do sprucia.
Co miałam zrobić? 

Poszperałam w koszyczku i jakimś cudem znalazłam druty cieniuchy- całe 3 mm. Raz kozie śmierć. Tylko, że w moim wypadku koza ma chyba tyle żyć co kot.  Dzisiaj zaczęłam nową "łapkę". Po jakimś czasie z duszą na ramieniu zmierzyłam pół nabytku, w duchu jednak prosząc, aby tym razem było dobrze. Ja nie potrafię robić wiecznie od początku, ciągle poprawiać i dziergać to samo.
Stety niestety znowu za duża. Nie mam sił pruć i robić 3 raz :/ zmniejszyłam rządek i zrobię dłuuugą mitenkę do łokcia. 
A następnym razem zmniejszę od samego początku. O!

Tylko przy mniejszych drutach pojawia się coś czego nie lubię- nitka świderek. Połowa oczka skręca się w jedną linię a druga niczym włoskie lody. [zdj.]

środa, 18 stycznia 2012

Aż do znudzenia

Miały być "rękawiczki" dla mnie... no i ni ma. Zaczynałam je ze 3 razy, aż sprułam i wrzuciłam na druty... chustę. Jakoś dziwnie mi kiedy nie mam żadnej w robocie. Chyba się do nich już przyzwyczaiłam.

Dlatego nie dość, że chusta to znowu dziergam w czerwonym kolorze. Jak w większości wypadków- bez wzorów, wszystko w trakcie, ale przyznam, że jestem zainspirowana pewnym cudem na raverly. Także za jakiś czas może z tego skorzystam i o ile moje umiejętności pozwolą może wyjdzie coś ciekawego.
Z racji nieszczęsnej zimy, która wdziera się do mieszkania nieszczelnym i do tego jedynym oknem, dzisiaj siedziałam opatulona "mięsiuchą". Na dzień dzisiejszy jest taka jak pokazywałam, gdyż ciarki mnie przechodzą na myśl o zabawie w przyszpilanie jej do dywanu. Ma swój urok taka pleciona, więc póki nie napadnie mnie odwaga to pozostanie na tym etapie. Naoglądałam się gotowych- są cieńsze, większe i mają kwadraty. Tracą na tej miękkości i plecionce. Przynajmniej jeśli chodzi o cieniowane włóczki.
*****
Nurrgula- a dziękuję. Chyba zostawię taką nieskończoną ^^
Klaudynka- pfff... patrząc na twój kocyk to myślę, że mogłabyś i 5 naraz takich chust zrobić :)
Dziabka- miło :* Kicia wspaniała, ja jestem zakochana. Tymczasem czekam na Twoją liściastą piękność.
Mary, Wiedźma- dziękuję :) kolory mają coś w sobie, aczkolwiek nie mam do czego nosić... jeszcze.
Tuome- hehe ^^ no chyba by jej się blokowanie wcale a wcale nie spodobało XD co innego chusta- ona nie ma nic do gadania!

wtorek, 17 stycznia 2012

Skończony nie do końca

Dokładnie- Entrelac skończony. Prawie. A prawie robi wielką różnicę, tutaj może nie w robocie o ile w efekcie końcowym. Drutowa część skończona, minimalne obszycie szydełkowe również. Teraz czas na najgorsze... blokowanie.
Moja zmora, z którą nie mogę się oswoić. I to coraz większych rzeczy. Nauczyłam się na własnych "przejściach", że to ogromnie dużo daje, ale jest najbardziej upierdliwą częścią robótek. No może zaraz przy pruciu i rozplątywaniu supełków.
Dlatego dzisiaj mogę pokazać jak ma się najnowsza chusta w prawie całej swojej okazałości.
Oczywiście z żywą "wkładką" co skutecznie odciąga wzrok od niedorobionej chusty... 
[eee, to tu jest jakaś chusta? O.o] Haha, urok mojej najpiękniejszej modelki.


Powiem, że na żywo wytwór prezentuje się znacznie lepiej, mimo tego ściągania bocznych "kwadratów". Dopiero na zdjęciu zobaczyłam, że magicznym sposobem pojawiły się jakieś paski, ale cóż, taki urok cieniowanych włóczek. Nie mniej jednak ciekawe było to, że wzorem to wcale nie są kwadraty. One tylko tak udają! Po zblokowaniu już nie idzie się poznać, gdy ktoś nie liczy oczek ^^ Także jak to Luby określił: zaginam czasoprzestrzeń i robię prostokąty, które są kwadratami.
Coś w tym jest. Tutaj również baardzo dziękuję Bajce za jej  tutorial  na chustę Dianę- ogrooomnie pomocne!
Technicznie : Cashmira BD Alizee 2 motki [niecałe], druty KP 5.
Wzór: entrelac- np. z filmików na yt oraz bloga Bajki.

*****
Wszyscy moi komentujący- buuziaki! Widzicie jaka dzięki Wam motywacja? Dzię-ku-ję!
Chusta skończona ^^ 
A do tego czekam na skutki magii piątku 13. Trzymać kciuki :)

piątek, 13 stycznia 2012

Piątek 13.

Nie mam pechowej liczby, szczęśliwej też. Przechodzę pod znakami, a za czarnym kotem przebiegającym mi drogę najchętniej bym pobiegła, złapała i zabrała do domu ^^. Może to dlatego nie udało mi się jeszcze znaleźć czterolistnej koniczynki?
Aczkolwiek nie witam/żegnam się przez próg i czasem mówię "tfu tfu".
Tak to już jest- wiedźmowy charrrakter.
Ale piątek 13 to jakoś fajny czas, tym bardziej jeśli wypada w styczniu- dniu urodzin moich 2 kochanych koziorożców. :)
Kiedyś Luby oświadczył mi, że to niegdyś był "dzień wieszania skazańców"- no czyż nie brzmi wspaniale?
Dlatego chcąc uczcić ten dzień [urodziny, bynajmniej nie wieszanie... aczkolwiek, kto wie?] twórczość nastąpiła dzisiaj w kuchni. Tym oto sposobem lodówka wzbogaciła się o pyszną "studencko" vegetariańską zapiekankę i wielką lasagne i... jedno z moich ulubionych ciast. 
I weź człowieku czekaj spokojnie do jutra... :p

***
Tuome, Liadan, Nurrgula, Linka- pięknie dziękuję wam za komentarze, są niejako dopingiem by jak najszybciej pokazać dzieło. :) Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie zawiodę.

środa, 11 stycznia 2012

Oh, good feeling ^^

Oh oh, sometimes I get a good feeling, yeah

I get a feeling that I never never never never had before, no no
I get a good feeling, yeah

Z takim humorem [wreszcie!!] dzisiaj zbliżam się do wykańczania kolejnej chusty. Pierwszy ale nie ostatni raz korzystam z metody entrelac- coś cudownego. Niesamowicie proste a efekt tak wspaniały, że nic tylko podziwiać. Najgorsze co mnie czeka to blokowanie, ale cóż, trzeba.
Co prawda troszkę zostało mi do wykończenia, ale mam zaległe zdjęcie z połowy robótki. Przyznam, że ciągle myślałam, czy wstawiać zdjęcia "work in progress", bo lubię od razu wrzucać całość, tak o, z zaskoczenia. Jednak chciałam podzielić się radością, że wena wraca. 
O dziwo zainspirowana postanowiłam wydziergać dla siebie długie mitenki ^^ Zobaczymy co z tego wyniknie.


Tymczasem spijając hektolitry herbat w kocim kubku, pozdrawiam serdecznie i zmykam do machania drutami. :)

czwartek, 5 stycznia 2012

Odpoczynek noworoczny

Liczyłam nieśmiało na napad weny po nowym roku. Mądre przysłowie mówi "umiesz liczyć, licz na siebie" i tutaj znowu okazało się prawdziwe. Na grom z jasnego nieba nie ma chyba co czekać, tylko należy wziąć się w garść i znowu zacząć tworzyć. Łatwo mówić, trudniej zrobić.

Spędzam więc kolejne smętne dni nad imbryczkiem z naparem cudownego milky oolong. Na wenę czekam, tymczasem zwyczajnie odpoczywając i kurując styczniowe przeziębienie, które gratisowo zafundowało mi ból ucha. Jakim cudem nie wiem.
Wieczorami staram się nadrobić książkowe zaległości- ale moją ulubioną porą na czytanie jest środek nocy, na co mój organizm reaguje zupełnie inaczej niż to potrzebne. Skutkiem tego jestem nadal w lesie. Aczkolwiek muszę przyznać, że mi tu dobrze ^^

Ile na mnie czeka projektów, nawet nie wspomnę, bo włos jeży się na głowie. Dlatego sumienie mam już mocno pogryzione jak dziurawy ser. Jednak staram się być dobrej myśli i mam nadzieję, że wreszcie nadejdzie dzień kiedy znowu w głowie pojawi się miliard pomysłów, aż nie będę wiedziała za co się najpierw zabrać.

piątek, 30 grudnia 2011

Podsumowując

Przyszedł czas na małe podsumowanie tego roku blogowego: udało mi się osiągnąć główny cel-co rok więcej postów niż w poprzednim ^^

W tym czasie było też kilka małych sukcesów:
- nauczyłam się robić chusty, co prawda skończone są dwie, a trzecia zbliża się do końca
- zrobiłam sobie czapkę na drutach, kolejną, jak co roku
- kupiłam maszynę do szycia i próbowałam nauczyć się szyć- dzięki temu stworzyłam swoją mikro manufakturę woreczków, zahaczając przy okazji o chusteczniki, etui, a nawet stroje na Orkon [kolejne "marzenie" spełnione ^^]
- zaczęłam przygodę z płynnym fimo, co prawda dosłownie na kilka minut, ale wiem z czym to się je i wiem, że to nie koniec zabaw
- wreszcie wróciłam do haftu krzyżykowego- porzuciłam tego lenia gobelinowego, zabierając się za prawdziwe krzyżyki, łącznie z backstich- tutaj niestety obrazek stoi w miejscu, ale wiem, że  po prostu czeka na lepszy czas
- spróbowałam haftu brazylijskiego, czego skutkiem była mini zakładka do książki, stanowiąca kawałek jednego z prezentów gwiazdkowych
zdj. google
- zrobiłam rękawiczkę na drutach z 2 palcami
- zabrałam się za kocyk z babcinych kwadratów.

Muszę przyznać, że w porównaniu do roku poprzedniego, projekty na drutach wyglądają strasznie skromnie. Jakoś ten rok był ubogi w skończone robótki, ale mimo to blog troszkę ożył, dostał zakładkę ze sklepikiem.

Oby w następnym było tylko lepiej!!! :)