wtorek, 10 listopada 2009

Bzzzt bzzzt

No bardzo felerny dzień- oby tylko ta pierwsza połowa.

Oczywiście moja "ukochana" chemia od samego rana. Przywitano nas kolokwium o którym nikt nie miał pojęcia, ale co tam, trzeba napisac.
Później jak się okazało chyba większośc taki dzień mają... na lab. wszystko się delikatnie mówiąc hmm... kręciło. Jak nie zbijało się szkło, to wypadały kolby z rąk rozlewając wszytsko dookoła... albo zwyczajnie woda uciekała węży pryskając na wszystkie strony, bo przecież tzreba mocno odkręcic, żeby działało. I zostałam zlana strumieniem wody przez czyjąś nieuwagę... pięknie.
Prawie nikomu nie wyszło zadanie, bo oczywiście jesteśmy tymi doświadczalnymi.
Żebym miała ciekawiej ostro poraził mnie prąd, tak, że całe dalsze zajęcia dałam radę tylko siedziec. Zwyczajnie rozlazł się po prawej połowie uciekając aż do samych końców stopowych palców... eh. Aż do teraz ciśnie mnie od tego w klatce.
To wszystko w czarujących oparach naftalenu i alkoholi, które towarzyszą mi dzielnie skrywając się w zakamarkach moich ubrań.

A teraz znikam na dalsze chemizowanie mojego umysłu... no nie ma to jak wpaśc na pół h do domu, gdzie droga to 1,5 h w jedna strone, a potem trzeba wrócic.

Wszystko wali mi się na głowę!

Widzę siebie jako niesamowicie bardzo samotną kobietę bez przyszłości- ja naprawdę nie chcę byc pustelnikiem. Chyba pomału pogrązam się w otchłani rozpaczy.

wtorek, 3 listopada 2009

Mniam

Ukazuję te nieszczęsne zdjęcie:
grupowe, bo uznałam, że lepiej 1 złe niż 7 złych.
Muszę powiedzieć, że na żywo wyglądają o stokroć lepiej.
Proszę się częstować! ;)
Czekoladki dla Maggy [mogę wysłać również te poprzednie, jeśli Ci się bardziej podobają], i wszelkiej maści ciasteczka do wyboru dla Kaliny.
Reszta też do wymiany albo kupienia! ;)
[7 para jest torcikiem- tak jak w lewym górnym rogu- ale chyba stanie się zawieszkami, a nie kolczykami]

poniedziałek, 2 listopada 2009

Cukiereczki i ciasteczka

No jak mówiłam zdaza się, ze nie mogę się powstrzymac. I znowu tak było. Kusicie mnie wymiankami i zabrałam się wczoraj odrazu za lepienie... 7 par słodkich kolczyków: donutsy, czekoladki, torciki czekoladowe, ciasteczka z kremem i herbatniczki.
Muszę zrobic jakieś ładne zdjęcia, a na razie dla mnie to niewykonalne. Zatem oświadczam, że mam już czym się wymienic i na dniach powinno się tu pojawic.

niedziela, 1 listopada 2009

Julie and Julia

Wczoraj był przemiły dzień. On chyba zna mnie już na tyle dobrze, że sam wiedział na co zabrać mnie do kina. Wreszcie obejrzałam J/J. I było wspaniale- wiedziałam, że będzie mi się podobało, ale nie sądziłam, że aż tak. I jemu też. Wspaniałe historie [oparte na faktach], wspaniałe aktorki i to paryskie mieszkanie... aj. Co chwila śmiałam się na widok filmowej Julie Child wiedząc, że za chwilę usłyszę jej zabawny głos.

Co tu dużo pisać. Było wspaniale i tyle, trzeba obejrzeć obowiązkowo.
Lubię właśnie takie filmy: realne, normalne, bez gwiazd z photoshopa i operacji plastycznych w kreacjach od Versace'go. Po których nie wpada się w kolejną otchłań kompleksów.
I taki właśnie był i ten film. Normalne kobiety, kochający mężowie. Żadnego naciągania. Bardzo pozytywny, zabawny i taki jaki każdy inny powinien być.
Czułam, że młoda Julia Powell jest taka jak my- craftki, blogerki.
Historia całkiem niedawna, i mimo, że prawdziwa to jednak dla mnie niesamowite jest to, że ta książka istnieje tak samo jak blog.
Film tylko naładował nas pozytywną energią wspólnego działania, które już dawno wykiełkowało nam w głowach- pomysł na wspólnego bloga. Dołączając do tego moją chęć na swój własny kulinarny blog wychodzi opcja niemalże idealna.
Wspólny blog kucharski- to co razem kochamy. [na razie jeszcze w planach, ale czuję, że kiedyś wcielimy to w życie]

Jakby ktoś chciał:
blog [chociaż ja znalazłam tam tylko kawałki?] projekt Julie & Julia , blog J.Powell.
Książka Julie Child również do zdobycia- jednakże po ang.
Albo można pooglądać prawdziwą J. Child robiącą np. omlet.

Buu-huuu.
Bon Apetit!
*******

Odpowiadając na komentarze [za które ogromnie dziękuję- ciesząc się zupełnie jak filmowa J.P. z każdego najmniejszego]: jak najbardziej jestem chętna na każdą wymianę. Niestety może was zmartwię, ale nie w najbliższym czasie- mam już górę craftów do skończenia. Ale jak tylko się uporam to się zabiorę za te słodkości [chyba, że nie wytrzymam i zrobię jako 1].
ps. Dziabka, to już wiem po kim mam te hatify.

sobota, 31 października 2009

Halloweenowe fimo i słodkości czekoladą pachnące

Tak jakby na zamówienie powstały specjalnie dzisiejsze fimowce. Akurat wyszło, że idealna okazja do pokazania- no gdzie jak nie na Halloween znajdziemy vampirka? Do tego jeszcze duszek [podobno jak z "Krzyku"] i Hatifnat do kolekcji [taka moja wersja z 3ma łapkami].
Wszystko zyskało wiele pochwał i uśmiechów od siostry, która orzekła, że aż zapachniało czekoladą i trzeba to zjeść, i niebezpiecznie nosić do szkoły, bo można sobie ucho odgryźć [albo ktoś inny odgryzie :p]. Ah jakże miło.


Wampirek jak zwykle nie chciał wyjść groźnie tylko śmiesznie i słodko i jak się okazało podobno jest mieszańcem Lauriego i Edka [z fabryki kredek]- czyt.... ekhm... no ze zmierzchu.
Krzykowy duszek robiony jako zamówiony breloczek dla koleżanki,


a kto wie czy ta mroczna banda też nie powędruje do kogoś.


A żeby było ciekawiej, Hatifnat jak na niego przystało świeci w ciemności! I duszek też!
No i vamp, jakżeby inaczej.

piątek, 23 października 2009

SWAP- Ptaki

Chyba już jest lepiej i przynajmniej mam mniej w głowie. Jeszcze zostało mnóstwo rzeczy do zrobienia i co chwilę coś nowego dochodzi, ale trzeba sobie jakoś poradzić.

Ptasia wymiana dobiegła końca, wszystko porozsyłane, galeria już gotowa.
Dostałam wspaniałe wróbelki i łabądka. [zdj. autorki]

A ja wysłałam to- dla Mfcr: zakładka ptaszkowa i mydełko handmade -o zapachu pomarańczy z dodatkiem prawdziwego miodu. Jako, że kiedyś robiłam kilka pieczątek tym razem nadały się wręcz idealnie na tą okazję, jak widać. [zdj.obdarowanej]

Jeśli ktoś będzie chciał mogę zrobić tutorial na mydełka [aczkolwiek mam tylko kilka zdjęć, ale opisać mogę wszyściutko co robiłam].

******
W odpowiedzi na komentarze:
  • Studiuję biologię, czasem może na to nie wygląda, ale tak to w rzecziwistosci już jest.
  • Czapki- krasnalki [chociaż On mówi- Liliputki], takie jak pokazywałam w zeszłym roku.
Hmm, no teraz czeka mnie sporo pracy craftowej, do tego stopnia, że nie wiem za co powinnam się najpierw zabrać. Próbuję niby po kolei, ale coś w ostatnich dniach wszystko było przeciwko mnie i tym oto sposobem zamiast skończyć to w gora tydzień, robię chyba ze 2/3 tyg.
Także uspokajam komentujących z ostatniego posta: prace będą i to nawet sporo [jak dla mnie], jedynie w swoim czasie.

ps. musiałam, po prostu musiałam to wrzucić-> Labirynt Fauna-Hunter

wtorek, 20 października 2009

Chemiczny detektyw

Komunikat: znikam na czas bliżej nieokreślony [mam nadzieję, że jak najkrótszy].

Tak naprawdę za dużo mam na głowie... i w głowie.

Jestem niby wszędzie po trochu [a przynajmniej się staram] a tak naprawdę to nigdzie mnie nie ma.
Chyba zgubiłam się w labiryncie.

I na dodatek syndrom pierwszego związku i zabawa w detektywa [ to jest ta chemia czy jej nie ma].


Mam dużo craftowych do zrobienia, ale to będzie się chyba teraz wlokło latami...