Cierpliwość jest bardzo przydatna. Szczególnie w rękodziele...
Dopadła mnie mania mitenkowa, wreszcie zabrałam się za coś dla siebie. W robocie okazało się, że moje ręce mogą ubiegać się o miano szkieletu. Skąd wnioski? A stąd, że najmniejszy rozmiar ze wzoru, po przymiarce połowy "rękawiczki" są za duże, śmiało o 2 rozmiary. A robiłam na czwórkach! Przez to wszystko "zmarnowałam" wczoraj ze 4 godziny, mitenka do sprucia.
Co miałam zrobić?
Poszperałam w koszyczku i jakimś cudem znalazłam druty cieniuchy- całe 3 mm. Raz kozie śmierć. Tylko, że w moim wypadku koza ma chyba tyle żyć co kot. Dzisiaj zaczęłam nową "łapkę". Po jakimś czasie z duszą na ramieniu zmierzyłam pół nabytku, w duchu jednak prosząc, aby tym razem było dobrze. Ja nie potrafię robić wiecznie od początku, ciągle poprawiać i dziergać to samo.
Stety niestety znowu za duża. Nie mam sił pruć i robić 3 raz :/ zmniejszyłam rządek i zrobię dłuuugą mitenkę do łokcia.
A następnym razem zmniejszę od samego początku. O!
Tylko przy mniejszych drutach pojawia się coś czego nie lubię- nitka świderek. Połowa oczka skręca się w jedną linię a druga niczym włoskie lody. [zdj.]



